Na początku nic nie zauważyłem. Jadłem dalej spokojnie. Dopiero gdy
spostrzegłem, że Beat patrzy ciągle w jeden punkt też się tam
spojrzałem. Coś siedziało w krzakach. Nie miało pewnie nawet pojęcia jak
hałasuje. Jakiś ptak usiadł na wysokiej gałęzi, by z bezpiecznej
odległości obserwować to "coś". Ja i Alfa spojrzeliśmy na siebie
porozumiewawczo. Suczka na znak, że się zgadza kiwnęła jeszcze głową.
Podeszliśmy do krzaków.
- Na trzy - szepnąłem.
- Ok.
Szeptem zacząłem odliczać. Tak jak się umówiliśmy na moje słowo
odsłoniliśmy zarośla. Otworzyłem lekko pyszczek, a moja towarzyszka
uniosła brwi i otworzyła szerzej oczy. Nic tam nie było... Ptak, który
nas obserwował zaskrzeczał. Po chwili odleciał. Beauty weszła w krzaki.
Poszedłem za nią. Szliśmy chwilę. Gałęzie, które przytrzymywała suczka
(a potem puszczała) uderzały prosto w mój pyszczek. Gdy wyszliśmy
stamtąd zachichotałem. Alfa nie zwróciła na mnie uwagi i patrzyła na
duże ślady. Po nich wyraźnie było widać, że to "coś" ma wielkie pazury.
Beauty przystawiła nos do ziemi. Zaczęła iść w milczeniu po śladach. Ja
skakałem za nią radośnie i nuciłem sobie pod nosem piosenkę. Nagle Beat
zatrzymała się.
- Niedźwiedź - odwróciła się do mnie.
<Beat?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz